Novinka

News
... nowa rzeczywistość historii pogranicza...
by Sebastian Dubiel-Dmytryszyn
Published: February 25, 2017
Izpis    Email



   Organizacje skupiające przede wszystkim dość liczną, jak na grupę skazaną na niebyt w komunistycznych realiach Czechosłowacji, inteligencję, Rusynska Obroda, Zdrożenie Inteligencie Rusinov Slovenska, Spolok Rusinskych Spisovatelov, obchodziły niedawno dwudziestolecie, zaś ich działania zmierzające do restytucji świadomości etnicznej są godne podziwu.
    Z chwilą demokratyzacji życia społeczno-politycznego na Słowacji pojawili się rusińscy liderzy pragnący nadać swej społeczności status narodowości, skodyfikować język, poszerzyć obszar kulturowej emancypacji.
   Osiągnięto w tej materii wiele sukcesów, lecz przyszłość grupy nie jest jasna, trudno zatrzymać procesy asymilacyjne, a także wyzwolić się z postsowieckiej mentalności. Jednak to właśnie wyniki ostatniego spisu powszechnego udzieliły, pomimo wielu zastrzeżeń co do jego wiarygodności, odpowiedzi na pytanie: co czeka Rusinów na Słowacji?

   Wydarzenie to adresowane było do szerokiej publiczności, zarówno Podkarpacia, jak i przygranicznych terenów Słowacji oraz turystów z kraju, i takich też gości i uczestników podczas trwania zgromadziło w liczbie około 300 osób. Miało charakter niekomercyjny i służyło, współpracy transgranicznej, poszerzaniu wiedzy o kulturze i historii pogranicza polsko - słowacko - ukraińskiego. Stało się miejscem inspiracji i doznań artystycznych, głównie zaś związanych ze sztuką filmową. Festiwal Filmu Karpackiego jest jedyną tego typu niezależną imprezą filmową, nie tylko w regionie, która odwołuje się do wielokulturowości Karpat, ich bogactwa i idei gór łączących ludzi ponad granicami. Jego pierwsza edycja, która miała miejsce w ubiegłym roku w Jaśliskach została zorganizowana wyłącznie dzięki dużemu zaangażowaniu paru osób, bez jakiegokolwiek instytucjonalnego wsparcia z zewnątrz. Druga edycja festiwalu została zrealizowana dzięki pomocy finansowej Instytutu Słowackiego, dzięki któremu mogli się zaprezentować twórcy ze Słowacji oraz zaplecza (sprzęt do projekcji, nagłośnienie, noclegi) użyczonego przez Muzeum Kultury Łemkowskiej. Impreza stała się bezprecedensowym  wydarzeniem i istnieją już konkretne plany na jej dalszy rozwój. Dała ona możliwość zwrócenia uwagi na bogactwo- przygranicznych terenów Polski i Słowacji, gdzie żyją Rusini- wypływające z ich specyficznego położenia, historii, styku i przenikania się kultur i narodów, ale także umożliwiło bliższe poznanie sąsiadów, z którymi współżyjemy od wieków, a dziś możemy tworzyć nową jakość. Za główne cele festiwalu, które zostały zrealizowane uznano: nawiązanie transgranicznej współpracy kulturalnej i promowanie regionu, poszerzanie wiedzy o kulturze i historii pogranicza Polski i Słowacji, podtrzymywanie i rozwój wielokulturowego dziedzictwa.

   Festiwal Filmu Karpackiego to najciekawsza impreza kulturalna, która odbywa się na Podkarpaciu. Właściwie jest to jedyna impreza w pełni kulturalna - ambitna, nastawiona na odbiorcę prawdziwej kultury, pozbawiona elementów komercyjnych i unikatowa ponieważ to pierwszy festiwal w Polsce prezentujący filmy dotyczące Karpat.

   Filmy i towarzyszące Festiwalowi imprezy to mieszanka niezwykle starannie dobranych pozycji.

W tym roku podczas Festiwalu Filmu Karpackiego widzowie mieli wyjątkową okazję poznać twórczość filmową Rusinów ze Słowacji lub filmy dotykające ich problemów.

    Filmy, spotkania z twórcami, towarzyszące wystawy, koncerty, to wydarzenie nie do przecenienia. Prezentacja twórczości oraz problemów naszych sąsiadów- Rusinów ze Słowacji wydawałaby się czymś oczywistym a jednak było to wydarzenie historyczne, nie mające nigdy dotąd w takiej skali miejsca.

   Z niecierpliwością i zaciekawieniem czekam na kolejną edycję Festiwalu Filmu Karpackiego, i jestem pewna, że w przyszłym roku twórca Festiwalu - Sebastian Dubiel-Dmytryszyn znów pokaże świetne filmy, a Festiwal Filmu Karpackiego stanie się imprezą kultową, przyciągającą ludzi pragnących doświadczenia piękna, prawdy i sztuki.
Justyna Łuczaj-Salej (reżyser)

   II Festiwal Filmu Karpackiego, który odbył się w sobotę 8 września 2012 r., rozpoczął się o godz.10 wernisażem fotografii Tomasa Leno i Jozefa Ondzika dokumentującymi życie Rusinów zamieszkujących północno-wschodnią część Słowacji. Mieszkańcy powiatu Snina są biedni, ale  przywiązani do tradycji i religii greckokatolickiej. Problemami tego regionu są wysokie bezrobocie i brak perspektyw na przyszłość oraz częsty zwłaszcza wśród mężczyzn alkoholizm, ukazują święta, prace na roli, nudę wynikającą z braku pomysłu na rozumną rozrywkę. Fotografie pokazują codzienność tej społeczności, bez upiększeń z odrobiną ironii, równocześnie życzliwie i ciepło. Następnymi punktami programu festiwalu były filmy dokumentalne Krzysztofa Krzyżanowskiego, których projekcja zaczęła się o godz.12:00. Utkwił mi w pamięci tylko pierwszy z nich pt. ”Andy czy Andriej” z roku 2001. Opowiada on o pochodzeniu, znaczeniu najwybitniejszego spośród artystów pochodzenia łemkowskiego Andrieja Warhola znanego światu jako Andy Warhol. Autor filmu udał się do miejscowości, z której pochodzili rodzice Andyego i spotkał się z obecnie żyjącymi krewnymi mistrza pop-artu. Pokazał też istniejące w Medzilaborcah Muzeum Warhola i cerkiew znajdującą się obok. Kontrast pomiędzy sztuką Andyego, a małomiasteczkową atmosferą miejscowości jest ogromny. Warhol poprzez swoją sztukę podstawił sytemu zachodowi krzywe zwierciadło, w którym odbija się konsumpcyjny i hedonistyczny styl życia wielu Amerykanów. Sam, pomimo, że był gejem, był religijny i mocno związany z matką. Gdyby nie emigracja zarobkowa rodziców zapewne nigdy nie miałby szansy stać się tak znany i popularny. Inny film, który mocno mnie poruszył to ”Jozef a jeho bratia” z roku 2009 w reż. Anny A. Hlavacovej. Opowiada on o losach Rusina, który jako młody chłopak, omamiony ideologią komunistyczną, wyemigrował wraz z wieloma innymi ze Słowacji na sowiecką  Ukrainę. Zamiast obiecanego raju na ziemi zastał tam zamordyzm, biedę, kłamliwą propagandę oraz ciężką prace za grosze. Opowiada tę historię jej bohater, który w okresie odwilży wrócił na Preszowszczyznę i żyje do dziś dnia. Następny film, o którym chcę wspomnieć, to ”Portret Rusina z artystą w tle”. Przedstawia on życiorys Michała Szmajdy, rusińskiego pisarza, folklorysty, etnografa i dysydenta w czasach komunistycznych. Reżyserem filmu jest artysta plastyk, filmowiec, wydawca, niezależny producent filmowy, prezes Fundacji TRES, Wojciech Olejniczak, za jaki otrzymał nagrodę na festiwalu „Rozstaje Europy” w Lublinie (2006). Bohater filmu był samoukiem, przez większość swego życia utrwalał ginące ślady obyczajów, legend i pieśni rusińskich. Jest też autorem wielu powieści o ciężkim losie Rusinów i ich kulturze. Publikował też m.in. w almanachu Dukla. Od 1965 r. był pracownikiem Muzeum Kultury Ukraińskiej w Svidniku, z którego został zwolniony w 1971 r. za obrazę władz państwowych (porównał powitanie przywódcy radzieckiego przez Husaka do pocałunku Judasza). Po tym wydarzeniu musiał podjąć pracę jako strażnik nocny na budowie. Zgromadzone materiały pozwalały mu pomóc wielu ludziom zainteresowanych podobną tematyką. Szmajda zaszczycił swoją obecnością uczestników festiwalu. ”Osadne” to rusińska miejscowość na wschodnich rubieżach UE. Film ukazuje zmagania społeczności Osadnego ze współczesnością. W Osadnem zostali tylko starzy mieszkańcy, młodzież wyjechała szukać pracy i lepszej przyszłości. Bohaterowie paradokumentu: pop, sołtys i działacz rusiński starają się zrobić coś sensownego dla swojej miejscowości. Udają się w tym celu do europosła słowackiego do Brukseli.  Pop chce wybudować klasztor, sołtys dom pogrzebowy bo miejscowość powoli wymiera. Dokument jest zrobiony z przymrużeniem oka. Dla polityka słowackiego petenci są mało ważni, dla przybyszy z prowincji Europarlament to współczesna Wieża Babel pełna niepotrzebnej biurokracji. W Osadnem powstaje pomnik z godłem rusińskim i tablicami informacyjnymi. Dokument jest tragikomiczny. Z jednej strony miejscowość bez perspektyw, z drugiej cyniczna polityka stwarzająca pozory pracy dla dobra mieszkańców.

  
Występ jazzowo-folkowego zespołu Milos Zeleznak Trio, start na najwyższym poziomie. Artyści wykorzystują współczesne jazzowe brzmienie oraz tradycyjne instrumenty rusińskie, tworząc za ich pomocą interesującą mieszankę muzyki ludowej ze współczesnymi brzmieniami jazzowymi, był to najlepszy występ wieczoru. Drugi zespół zaprezentował muzykę surf-rockową. Ghastly Ones Revival tworzą młodzi Rusini ze Svidnika, mają brzmienie mocne i nowoczesne. Świadczy to o tym, że rusiński zespół nie musi grać melodii tradycyjnych i może z powodzeniem konkurować z innymi zespołami rockowymi. Koncert najbardziej spodobał się młodzieży, która świetnie się przy nim bawiła. Ostatni występ Kristiana Hunary najbardziej spodobał się starszej i miejscowej publiczności. Połączenie gitary elektrycznej z rytmami tworzonymi na komputerze oraz rozlewnym, rzewnym śpiewem brzmiał osobliwie.

  
W ramach festiwalu odbyła się też wystawa rysunków karykaturzysty Fedora Vico. Komentują one z ciepłą ironią i odrobiną sarkazmu aktualną sytuację Rusinów, którzy bez własnego państwa coraz bardziej wtapiają się w narody, w których żyją zapominając o swoim języku, religii i przeszłości lub konformistycznie woląc się do nich nie przyznawać. Kiedy jest ciężko, śmiech potrafi być skuteczna bronią.

  
Pokaz slajdów Adriana Spuły pt. ”Łem - Ukryta Kraina” ukazujących pozostałości nieistniejących wsi łemkowskich w Beskidzie Niskim wzruszył publiczność i przypomniał o krzywdzie wyrządzonej Rusinom. Wspaniały podkład muzyczny tworzył niezapomnianą atmosferę. Całość była zrobiona ze smakiem, wyczuciem i był to jeden z najciekawszych punktów festiwalu.

   
Urozmaicony i ciekawy program, jednorodna tematyka (historia i współczesność społeczności rusińskiej), zaproszeni goście, którzy są znaczącymi postaciami rusińskiej inteligencji, pokazanie rozmaitych aspektów obecnej sytuacji Rusinów w ich ojczyźnie oraz zaangażowanie pomysłodawcy i koordynatora wydarzenia, to główne zalety tegorocznej edycji festiwalu.
Bartłomiej Szymczyk (animator kultury)

  
Zyndranowa, droga donikąd, koniec świata. Czy aby na pewno? Zdecydowanie tak! I tutaj niespodzianka. Okazuje się, że czas może zatrzymać się w miejscu i przedstawić nam PRL-owski budynek, pod którym, na jego schodach, spokojnie sobie siedzi i gra z kolegami, gwiazda słowackiego jazzu Milos Zeleznak, iron man słowackiej gitary, jak określają go, koledzy z młodego świdnickiego zespołu, którzy mają grać, po nim. Okazuje się również, że w tak surowej scenerii, odbywa się druga edycja Festiwalu Filmu Karpackiego, na którym rok wcześniej, z moimi ówczesnymi kolegami, również przydarzyło mi się grać. Miłośnik dzikich pustkowi Beskidu Niskiego, a także dobrej muzyki, pasuje tu idealnie. Pozdrawiam wszystkich fanów tego rodzaju miejsc.
Bogdan Szramowiat-Szramer (muzyk)



Preglej komentarje (0)
... photo...